Joga? Przecież to ciężkie i nieopłacalne

Kiedy jechałam na mój pierwszy kurs nauczycielski jogi, moją motywacją wcale nie była pasja. Chciałam po prostu rozpocząć budowanie kompetencji, które nie wymagają ode mnie siedzenia 8h dziennie przed komputerem. Joga faktycznie była dla mnie najbardziej oczywistym wyborem, ale na pewno nie wyobrażałam sobie, że kiedyś zechcę zostać nauczycielką. 

Przecież to ciężkie, nieopłacalne, no i w moim postrzeganiu własnej osoby nie było miejsca na “panią, która coś wie i prowadzi innych”.

Więc skąd się wzięła ta iskierka?

Pierwszy kurs, który wybrałam był tak naprawdę kursem doskonalącym umiejętności dla osób, które już są nauczycielami. Odpowiadało mi, że trwał tylko 50 godzin, a nie 200, jak podstawowy ogólny kurs nauczycielski. Dotyczył on Jin Jogi i Jogi Nidry. To dwa najbardziej relaksacyjne style jogi jakie poznałam. Po całym tygodniu codziennych praktyk, czułam, że mój układ nerwowy nie był tak spokojny od kilkunastu lat. Po powrocie miałam akurat zaplanowane badania. Byłam tak wyciszona, że z mojego EKG zniknęła arytmia serca 🙂 (nie oznacza to, że się uleczyłam i zniknęła ona na zawsze – tylko tak spokojne było moje serce w tamtym momencie).

To tylko jedno z ważnych doświadczeń z tego kursu. 

Miałam to szczęście, że trafiłam na nauczyciela, który uczył się bezpośrednio od twórców Jin Jogi i specjalizuje się w niej. Potrafił on przekazać piękno tego stylu jogi w sposób, który przemawiał do mojej głębi – nie tylko poprzez słowa, opowieści, czy nawet analizowanie układu kostnego i mięśniowego człowieka, ale także poprzez doświadczenie jak, dzięki prowadzeniu, głęboko można skontaktować się ze sobą.

Uczyłam się o tym, że każda pozycja jest wykonywana po coś i że nadrzędne do tego jak ona wygląda, jest to co czujesz w tej pozycji. Że każda kość w każdym ciele jest inna i w związku z tym każda pozycja będzie wyglądać inaczej dla każdego ciała. Że jest to sposób na pracę nie z mięśniami, tylko z powięzią, która może trzymać napięcia latami, a wszystko co trzeba zrobić, aby je rozluźnić, to… przestać robić cokolwiek. Słuchałam i notowałam to wszystko ze świecącymi oczami. 

Przemawiało to do jednej z moich najgłębszych wartości – indywidualizmu.

W którym nie chodzi o to, że każdy powinien żyć osobno, tylko o to że każdy może żyć inaczej. Że każdy z nas jest inaczej zbudowany, inaczej doświadczony i może chcieć innych rzeczy niż reszta, inaczej mierzyć swój sukces, mieć inne talenty, mocne i słabe strony, inaczej myśleć, inaczej kochać. I inaczej wyglądać na macie.

I – ku mojemu zdziwieniu – pojawiła się wtedy we mnie ta iskierka. Nie była ona tą znajomą iskierką, którą wcześniej czułam wiele razy i która mówi “chcę wiedzieć o tym wszystko”. Ta iskierka mówiła “chciałabym dzielić się tym z innymi”.

Z perspektywy czasu uważam, że w jej pojawieniu się niemałą rolę odegrał też fakt, że byłam otoczona dziewczynami, które już były nauczycielkami. Zwracano się do mnie jak do nauczycielki. Cóż za ciekawy podstęp aby przechytrzyć swoją podświadomość 😉

Powrót do rzeczywistości

Po zakończeniu tego wyjazdu, od razu na drugi dzień zaczynałam nową pracę w nowej korporacji. Czułam się na to gotowa, mimo że wiedziałam, że nie jest ona moim ostatecznym przystankiem w karierze zawodowej.

I z doświadczenia już wiedziałam, że takie inspiracje po wyjazdach żyją przez jakiś czas, ale potem codzienność zawsze sprawia, że o nich zapominam.

Tym razem bardzo nie chciałam zapomnieć o tej iskierce. Zdecydowanie nie czułam się gotowa na to, aby już po prostu zacząć uczyć, szukałam więc sposobów na to jak podtrzymywać to uczucie. Zapisałam się więc na kolejny kurs pogłębiający wiedzę dla nauczycieli jogi. Znów 50 godzin, tym razem online i tym razem dotyczył on już tylko Jogi Nidry.

Znów nie mogłam uwierzyć jak bardzo zafascynowała mnie ta wiedza. Joga Nidra jest techniką relaksacji i pracy z podświadomością, w której wszystkie zadania wykonujemy umysłem. I, tak jak na “zwykłej” jodze, uczymy się o anatomii, tak tutaj uczyłyśmy się o mózgu i układzie nerwowym.

Szkoła online wciągnęła mnie tak, że od razu zrobiłam jeszcze kurs jogi świadomej traumy, zapisałam się na 75 godzin o medytacji, oraz (przez przypadek) o Mindfulness Coachingu, którą to historię możecie przeczytać tutaj. Być może uzależnienie od kursów i uczenia się to objaw jakiejś choroby, ale spokojnie, już z tego wyszłam 😉 

I kolejny raz będąc w grupie nauczycieli, którzy pogłębiają swoją wiedzę, w końcu dojrzałam do decyzji, aby zapisać się na właściwy 200-godzinny podstawowy kurs. Wiem, że z mojej opowieści na pewno już wybrzmiewa ogromne zafascynowanie tematem, ale – wierzcie lub nie –

to dopiero wtedy tak NAPRAWDĘ mnie wciągnęło.

Otrzymałam dostęp do wiedzy o całym systemie filozofii i duchowości w jodze. Zaczęłam rozumieć i doświadczać czemu służą poszczególne praktyki. Nie tylko pozycje na macie, ale też ćwiczenia oddechowe, medytacja, mantry, praca z głosem, z czakrami, z układem nerwowym.

Zobaczyłam jak daleko poza matę sięgają efekty tych praktyk, jak zmieniają to kim jestem, to jak reaguję na różne sytuacje, to jak dbam o siebie, na co się godzę, a na co nie w relacjach.

Kompletnie odmieniła się moja praktyka własna. Zmienił się mój powód i cel, dla którego codziennie wchodzę na matę, potrafiąc nieraz spędzać na niej kilka godzin.

Joga teraz towarzyszy mi cały czas – przeniknęła do mojego życia, wpisując się w mój system przekonań i podejście do świata. Codziennie uczę się bardziej świadomego życia i wyborów, głębszego kontaktu ze sobą i ze swoją prawdą, coraz większej odwagi do wyrażania siebie, otwartości i miłości wobec świata i ludzi, wdzięczności za to co mam, zaufania, poddania i świadomego zarządzania swoją energią.

Na początku to doświadczenie wywołało we mnie frustrację.

Że nikt o tym wszystkim nie mówi, albo mówi tylko półsłówkami, do których nie wiadomo nawet jakie pytanie zadać. Że joga jest redukowana do ćwiczeń fizycznych i jakiegoś określonego sposobu poruszania się – który nawet tutaj jest kategoryzowany jako “tylko rozciąganie”. 

A przecież w niej chodzi o świadome używanie swojego ciała – w całości, nie tylko mięśni, ale też innych tkanek, mięśni głębokich (tzw. joga której nie widać :)), stawów, układu nerwowego, oddechu, umysłu. Praktyki jogi mogą pobudzać trawienie, rozgrzewać, wychładzać, dawać poczucie bezpieczeństwa i spokoju, oraz wytwarzać energię życiową potrzebną do działania. Dzięki kontrolowanym doświadczeniom stresu, w bezpieczny sposób pozwala budować siłę i pojemność na dyskomfort. To świadome kroczenie przez życie, obserwowanie świata, siebie w nim, swoich reakcji, emocji, zachowań. Pogłębianie kontaktu ze sobą, swoimi potrzebami i najgłębszymi pragnieniami. To przejmowanie kontroli nad ciałem, nad energią, nad umysłem, a w rezultacie – nad swoim życiem.

Dokładnie tym chcę dzielić się z moimi uczniami – tym co sama, krok po kroku, odkrywałam na tej drodze.

Dziś wiem, że gdybym nie poszła na ten pierwszy kurs, być może nie odkryłabym tej pasji. Gdybym czekała, aż będę mieć absolutną pewność, że joga to moje powołanie, pewnie nigdy bym jej nie poczuła. To wszystko przyszło z czasem, przez doświadczenie i otwartość na zmianę. 🩵


Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *